STO I STOP

Gdy popełniasz błąd po raz pierwszy, przeproś. Gdy popełniasz ten sam błąd po raz drugi – wytłumacz się i przeproś. A gdy popełniasz go po raz trzeci, po prostu przejdź nad nim do porządku dziennego.

Wracamy po TRZECIEJ przerwie 🙂


Co najlepszego obejrzałem przez ostatnie pół roku? Czarną Panterę? AvengersDeadpool 2? Żaden z tych hitów nie jest nawet w trójce najlepszych filmów, jakie przez ostatnie 6 miesięcy udało mi się obejrzeć. Dziś, przy okazji premiery DVD, krótko o jednym z nich –Nigdy Cię Tu Nie Było z Joaquinem Phoenixem w roli głównej.

Macie czasem coś takiego, że bardzo chcecie zobaczyć jakiś film, ale właściwie, to nie wiecie nawet, dlaczego? Ani główny aktor jakoś nie jest Waszym ulubionym, ani obsady za bardzo nie znacie, ani reżysera nie kojarzycie. A jednak coś Was do filmu ciągnie. Znacie to?

Ja tak miałem z Nigdy Cię Tu Nie Było. Jakaś niewidzialna siła jak magnes podszeptywała mnie do pojawienia się na jednym z nielicznych seansów tego filmu. Skutecznie. I nie żałuję.

Oglądając film Lynne Ramsay (Musimy Porozmawiać O Kevinie) ma się wrażenie, że film powstawał „na już”.

 – Lynne Ramsay: „Joaquin, masz chwilę na nakręcenie filmu?”

– Joaquin Phoenix: „No spoko, mamy tydzień przerwy w kręceniu ‚Marii Magdaleny’. Mogę wpaść, ale wiesz, z obfitą brodą, bo gram Jezusa.”

– Lynne Ramsay: „Nie szkodzi, wpadaj na tydzień, nakręcimy film i jeszcze będzie parę dni na odpoczynek.”

Oczywiście, taka rozmowa na pewno nie miała miejsca. Ale wrażenie, że mogło to tak wyglądać, nie opuszcza mnie od momentu, gdy wyszedłem z kina. Phoenix wygląda jak Jezus, żywcem wyciągnięty z filmu o Marii Magdalenie, przebrany i wstawiony przed kamerę. Rola w dużej mierze milcząca, więc i tekstu nie musiał się uczyć. Film niedługi, bo niespełna 1,5h – więc kręcenie też za dużo nie zabrało.

A mimo tego wszystkiego dostaliśmy wspaniały film. Nie hit, nie blockbuster, ale po prostu film warty zapamiętania, pokazujący coś innego, niż ostatnio możemy w kinach obejrzeć.

Wszystko, co mogłoby na pierwszy rzut oka zaszkodzić filmowi, stanowi jego mocną stronę. Rola Phoenixa pozwala mu na wybitną grę aktorską – grę twarzą, gestami, możliwość zbudowania naprawdę ciekawej, wielopoziomowej postaci, której tak naprawdę nie jesteśmy w stanie w pełni zrozumieć. A dodatkowo pomaga w tym krótki czas trwania filmu – na seansie się nie nudzimy, mimo, że cały scenariusz jest zdecydowanie jednowątkowy. Jednocześnie jednak reżyser nie skazuje nas na ciągłą akcję rodem z Adrenaliny z Jasonem Stathamem – Lynne Ramsay potrafiła „upchnąć” na ekranie sceny zwalniające, pozwalające nie tylko na odpoczynek od krwi i walki, ale też skłaniające nas do refleksji na temat tego, co przed chwilą wspólnie z Joe przeżyliśmy.

A kim jest Joe, bohater grany przez Joaquina? Poznajemy go jako uzależnionego od bólu hitmana, zawodowego zabójcę. Znakomicie wyszkolonego w wojsku i agencjach rządowych, czego dowiadujemy się z późniejszych retrospekcji. Samotnik, mieszkający ze swoją zniedołężniałą już matką, która jest jedyną bliską mu osobą. Nasz Joe, wykonując swoje codzienne czynności (zabijanie jest dla niego chlebem powszednim, jego nudną codziennością), wpada nagle w sam w środek olbrzymiej afery, w wyniku której traci wszystko, i staje przed wyborem – poddać się, albo walczyć o zemstę. I każdy z nas wie, co wybrał.

Na sam koniec jeszcze jedna myśl, która nie opuszcza mnie od kiedy tylko obejrzałem ten film. Gdy byłem w kinie, rola Phoenixa jako Jokera w solowym filmie o Naczelnym Klaunie Gotham nie była jeszcze potwierdzona, a ja nie byłem przekonany, czy to dobry wybór castingowy. Uwielbiam w tej roli Jareda Leto, o czym już na blogu pisałem. Ale od kiedy obejrzałem Nigdy Cię Tu Nie Było z niecierpliwością czekam i kibicuje Phoenixowi, niech będzie najlepszym Jokerem w historii kinematografii i niech ten film będzie najlepszym z dotychczasowych dzieł wchodzących w skład Worlds of DC (zmiana nazwy, nie ma już DCEU – uniwersum DC, od lipcowego Comic-Conu w San Diego, ma oficjalnie nazwę Worlds of DC).

A wracając do Nigdy Cię Tu Nie Było– jeżeli ominęliście ten film w kinach, co jest bardzo możliwe, Gutek Film z końcem sierpnia wprowadził na rynek wydanie DVD. Polecam !


Tomas

P.S.

Co do nazwy wpisu – przerwa nastąpiła dokładnie po setnym poście na blogu. Dzisiejszy jest 101 🙂


Moja ocena:

Ocena 9 na 10


POD MIKROSKOPEM:

Tytuł: Nigdy Cię Tu Nie Było(oryg. You Were Never Really Here)

Reżyseria: Lynne Ramsay

Scenariusz: Lynne Ramsay (na podstawie książki You Were Never Really Here Jonathana Amesa)

Gatunek: thriller

W rolach głównych: Joaquin Phoenix (Joe), Judith Roberts (Matka Joe’go), Ekaterina Samsonov (Nina Votto)

Kraj produkcji: Francja, USA, Wielka Brytania

Rok produkcji: 2017

Czas trwania: 1h 25min

Studia: British Film Institute, Film4, Why Not Productions

 

Użyte w artykule zdjęcia stanowią oficjalne materiały promocyjne filmu Nigdy Cię Tu Nie Było. Źródło: British Film Institute, Film4, Why Not Productions.

Dodaj komentarz