NASŁUCHUJĄC KOSOGŁOSA PART III

Mimo tego, że z 3 filmów, które miały już swoją premierę, część 1 Kosogłosa uważam za najlepszą, to w tej recenzji będę narzekał. I żeby nie było – „najlepsza”, niestety, nie znaczy „bardzo dobra”.


Zacznę od plusów, bo widzę tylko dwa. No dobra, 3, ale nie będę po raz kolejny pisał o znakomitej obsadzie. Po pierwsze – każda kolejna część jest lepsza od poprzedniej, a to oznacza progres. ZWYCIEZCAPo drugie – Sam Claflin. Choć w tej częśći jest go mniej niż w poprzedniej, to gra kogoś całkiem innego, zmienionego, a jednak wciąż tą samą postać. Jestem naprawdę ciekawy dalszej kariery tego ciągle młodego jeszcze aktora. Koniec chwalenia.

Wybraniec ukrywa się w podziemnej bazie rebeliantów, która jest atakowana przez Armię, z którą lata temu przegrali wojnę. Brzmi znajomo? Nie, to nie Matrix i losy Neo. To Dystrykt 13 i sytuacja Katniss Everdeen w Kosogłos Część 1. A w tym porównaniu można pójść nawet dalej – tak jak Neo zanurzał się w świat Matrixa, aby wyciągać z niego kolejnych ludzi, tak Katniss wkracza do świata rządzonego przez Kapitol, aby wciągnąć więcej ludzi do rebelii. I nawet aparycja Architekta i Prezydenta Snowa daje powody do skojarzeń.

Niestety, to nie jedyna „ściąga”, jakiej w filmie można się dopatrzyć. Fani Jamesa Bonda na pewno poczuli się jakby przenieśli się razem z Katniss i Galem do londyńskiej siedziby MI6, a Jeffrey Wright wcielił się w rolę Q rozdającego swoim agentom zabawki mające pomóc im przeżyć misję. Nie tylko zamiłowanie do gadżetów łączy postać graną przez Wrighta z postacią Q odgrywaną przez Bena Whishawa – obaj są geniuszami komputerowymi, obaj dbają o systemy informatyczne i zaopatrzenie swojej organizacji. Dla mnie – trochę za dużo powiązań jak na jeden film…

REZYSERCały film ma nam udowodnić, jak ważna, nie tylko dla wygrania wojny, ale dla całego świata, jest propaganda i reklama. Niestety, przez większość filmu skupiamy się na tym, jak nakręcić dobrą reklamę promującą rebelię i Katniss Everdeen. Mamy tu zastępy PRowców, charakteryzatorów, reżyserów i operatorów kamer. Niestety, przez to skupienie zapominamy trochę o tym, o co naprawdę walczy ludność Panem.

Bardzo nie lubię zabiegu dzielenia zakończenia na dwie części. Moja niechęć wynikła najpierw z podzielenia przez polskie wydawnictwo ostatniej części tetralogii Christophera Paoliniego Dziedzictwo na dwie oddzielne książki, dzięki czemu na całym świecie mamy tetralogię, a w Polsce pięcioksiąg, w dodatku na 5 część trzeba było jeszcze pół roku czekać. Potem David Yates postanowił podzielić na dwa siódmy film o Harrym Potterze. O trylogii Hobbita już nie wspomnę. To samo dzieje się z Kosogłosem. Cel takiego zabiegu jest prosty – pieniądze. Skoro jeden film kosztuje około 125 mln $, a zarobić można ponad 700 mln $, to czemu ograniczać się do jednego? Podzielmy go na 2 – wydamy co prawda 250 mln $, ale zarobimy 1,5 mld $. Szkoda, że zazwyczaj kończy się to tym, że pierwsza część jest kiepska, zawieszona, bez odpowiedniego budowania akcji i zakończenia. I co z tego, że ostatnia część ani przez chwilę nie pozwala spokojnie siedzieć na fotelu w kinie, bo jest tak przeładowana akcją, że cały czas coś się dzieje. Wytwórnie po prostu zarabiają na oczekiwaniu widzów i fanów serii. I może nie jest to przestępstwo, ale niestety nie przynosi to dobrych filmów…

To kto się wybiera na premierę Kosogłosa Części II? 🙂


Moja ocena : 6 / 10

Strona Igrzysk Śmierci: Kosogłos Część I na Filmweb

Tomas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *