NASŁUCHUJĄC KOSOGŁOSA PART II

Constantine, Jestem Legendą i 3 części Igrzysk Śmierci. Co łączy te tytuły? Reżyser, Francis Lawrence. I choć w mojej opinii W Pierścieniu Ognia Kosogłos Część I są filmami o wiele gorszymi od dwóch wcześniej wspomnianych, to i tak są dużo lepsze od pierwszego filmu serii. Gdzie w moim rankingu filmów Lawrence’a znajdzie się Kosogłos Część II zobaczymy po premierze, tym czasem poniżej spróbuję Wam pokazać, dlaczego Igrzyska Śmierci – W Pierścieniu Ognia są lepsze od Igrzysk Śmierci.


ZWYCIEZCA

Zacznę od razu od tego, co najbardziej mnie uderzyło w drugiej części przygód Katniss Everdeen – postacie. W Igrzyskach Śmierci mieliśmy znakomitą obsadę aktorską, która odgrywała płytkie, nieumiejętnie poprowadzone postacie. Tu dostaliśmy tę samą, znakomitą ekipę, wzmocnioną jeszcze przez Phillipa Seymour Hoffmana, Jeffreya Wrighta i Sama Claflina, która jest umiejętnie prowadzona przez nowego reżysera. Francis Lawrence otrzymał bardzo ciężkie zadanie wydobycia czegokolwiek z postaci prowadzonych wcześniej przez Gary’ego Rossa, na szczęście udało mu się przynajmniej częściowo naprawić błędy poprzednika.

Od początku film chce się oglądać o wiele bardziej, niż część pierwszą. Ciekawiej prowadzona kamera, same postacie też od samego początku wydają się po prostu ciekawsze, bardziej intrygujące. Wykorzystany został potencjał literackiego pierwowzoru – wreszcie postaci grane przez Hemswortha i Harrelsona nie są jednowymiarowe, mają rozterki i podejmują wybory. Wszyscy na ekranie dorośli – Katniss i jej siostra, Peeta, Gale. Ich relacje między sobą nie są tak sztuczne jak wcześniej. Mamy też wreszcie poprawnie zarysowany wątek trójkąta miłosnego.

Film podzielony jest na dwie części – część refleksyjną i część akcji. Właśnie ten podział sprawił, że film chce się oglądać. Mniej widowiskowa pierwsza część filmu zachęca nas do obserwowania z uwagą akcji na kolejnych Igrzyskach. KATNISSPEETANie będę tu rozpisywał się o fabule filmu – jak chyba w każdej „trylogii w czterech częściach”, część 2 i tutaj jest tak naprawdę tylko łącznikiem między początkiem akcji a wielkim jej finałem. Ale trzeba przyznać, że film ogląda się o wiele przyjemniej, co bez wątpienia jest zasługą nowego reżysera. A to napawa nadzieją na lepsze kino w obu częściach Kosogłosa.

Na koniec dodam tylko, że choć Jennifer Lawrence według mnie tworzy w tym filmie jedną ze swoich gorszych kreacji aktorskich, to w tej części przynajmniej dostała momenty, w których może się popisać – krótkie, ale zawsze – spójrzcie uważnie na pierwszy wspólny wywiad z Peetą i scenę w windzie :).


Moja ocena : 6 / 10

Strona Igrzysk Śmierci: W Pierścieniu Ognia na Filmweb

Tomas

Dodaj komentarz