MOC SIĘ PRZEBUDZIŁA

Stało się. Choć od premiery minął niespełna tydzień, to VII Epizod Gwiezdnych Wojen już pobił kilka kasowych rekordów. Jako pierwszy przebił próg 100 mln $ w dniu premiery, a tak naprawdę ta maszynka do zarabiania pieniędzy dopiero się rozkręca. Wiarygodności nabierają prognozy, w które osobiście szczerze od dawna wierzyłem – Przebudzenie Mocy zdetronizuje Avatara i zapewni wszystkim pracownikom wytwórni Walta Disneya godziwe emerytury.


MIKI
Malkontenci muszą czuć rozczarowanie po premierze – gdzie Myszka Miki?!

Kiedy pod koniec 2012 roku Walt Disney ogłosił zakup LucasFilm, a wraz z nim praw do wszystkiego, co związane z uniwersum Gwiezdnych Wojen, wiele osób było zaniepokojonych. Właściwie, wszyscy byli zaniepokojeni, tylko z różnych powodów. Jedni, naśmiewając się, spodziewali się kosmicznych przygód Myszki Miki i Kaczora Donalda. Inni, którzy „nową trylogię” (Mroczne Widmo, Atak Klonów i Zemsta Sithów) uważają za fatalną, bali się, że kolejna odsłona nawiąże do filmów z Haydenem Christensenem. Jeszcze inni, fani Expanded Universe, wiedzieli, że kolejne części nie sprostają wymaganiom fandomu. Najbliżej źródła strachu byli jednak ci, którzy uważali, że Epizod VII będzie odgrzewanym kotletem, kalką któregoś z wcześniejszych filmów.

Ale Disney się nie ugiął i 18 grudnia 2015 roku światową premierę miało Przebudzenie Mocy. Film z młodymi aktorami, dla których to pierwsza wielka rola w karierze (Daisy Ridley czy John Boyega), z aktorami, których znamy już z innych ról, choć wciąż są jeszcze młodzi (Adam Driver, Oscar Isaac czy Domhnall Gleeson) oraz wielu znanych aktorów, nie tylko z wcześniejszych Epizodów (Harrison Ford, Mark Hamill i Carrie Fisher, ale też Andy Serkis). Film, który na długo przed premierą był skazany zarówno na wielki sukces, jak i na wielką krytykę, ale przede wszystkim – na olbrzymie pieniądze.

Do kina z pełną świadomością udałem się na wersję dubbingowaną – tak się kończy kupowanie biletów późno w nocy po paru piwach. O ile byłem przygotowany na dubbing w filmie, to naprawdę dobiło mnie obejrzenie zdubbingowanych trailerów nowego Kapitana Ameryki i Batman vs Superman. Jedno wielkie NIE, szczególnie dla widowiska od DC Comics… Ale nie o tym mowa. Nie byłem zdziwiony pełną salą w dniu premiery. Nie byłem zdziwiony zachowaniem grona dzieci obecnych na sali (spostrzeżenie 1 – tatusiowie gromadnie wybrali się do kina zabierając swoich synów i córki, pewnie pod pretekstem spędzenia czasu z dziećmi chcieli obejrzeć Gwiezdne Wojny bez wyrzutów). Za to po raz kolejny zdziwiło mnie i zawiodło zachowanie starszych widzów (spostrzeżenie 2 – naprawdę nikogo nie interesuje, że uważasz swoje miejsca w kinie za wyśmienite i nie musisz tego 10 razy (dokładnie, liczyłem) oznajmić bardzo głośno całej sali, w tym dwa razy już w trakcie filmu!). Kiedyś na profilu fb Prosto.ale.krzywo blogerzy narzekali na widownię w kinach i prognozowali, że oprócz nachosów i popcornu, na sale kinowe będą wnoszone kebaby i bigos w słoikach. Dołączam do narzekań i obaw.

Cały czas odbijam od tematu samego filmu. A wszystko dlatego, że boję się zaspoilerować! Dlatego fabułę potraktuję minimalistycznie – można bez trudu doszukać się w niej wtórności, jednak i tak ogląda się z przejęciem od początku do końca 🙂

Humor. W tej części jest go pełno. Zarówno Finn, jak Poe, Reya, Han Solo, Leia, czy nawet nowy robot BB8, są pełni sarkazmu i humoru sytuacyjnego. Pomaga w tym chemia między postaciami – Finn tworzy niesamowite duety zarówno z Poe, Reyą, jak i z BB8 właśnie. Ogólnie aktorstwo Boyegi i Ridley jest naprawdę miłą niespodzianką.

Technicznie nie ma się do czego przyczepić. Efekty specjalne, efekty dźwiękowe, zdjęcia, montaż, scenografie, kostiumy – wszystko wybitne, Disney postarał się, żeby powodów do krytykowania filmu było jak najmniej. Co do ścieżki dźwiękowej, to John Williams znowu stworzył piękną oprawę dla widowiska, ale tym razem ciężko jest jakąś melodię szczególnie zapamiętać. Mimo wszystko – wybitnie. Z jednym dużym wyjątkiem. Nie sądziłem, że to możliwe, ale Zemsta Sithów w jednym jest dużo lepsza od Przebudzenia Mocy. Sekwencje walk mieczami świetlnymi są o wiele ciekawsze i bardziej wciągające w filmach z trylogii prequeli (po obejrzeniu porównajcie walkę finałową z Epizodu VII z walkami między Anakinem a Kenobim, Darth Maulem a Qui-Gonem czy Palpatinem a Yodą).

Jak zauważyliście, dziś recenzja praktycznie bez zdjęć z filmu. W sieci jest zalew zdjęć z trailerów, więc łatwo je znaleźć. A na te dwie youtube’owe perełki być może jeszcze nie trafiliście 🙂


Moja ocena : 10 / 10

Strona Gwiezdnych Wojen Epizod VII: Przebudzenie Mocy na Filmweb

Tomas

1 thought on “MOC SIĘ PRZEBUDZIŁA

Dodaj komentarz