LIVIN’ LA VIDA LOKI

Najśmieszniejszy z dotychczasowych filmów Kinowego Uniwersum Marvela. Sukces finansowy i komercyjny, bardzo przychylne opinie wśród krytyków. Czym się ten film wyróżnia na tle pozostałych filmów superbohaterskich? Jest w nim Loki.

UWAGA!!! W artykule poniżej zamieszczamy spoilery – jeżeli jeszcze nie oglądałeś/aś Thor: Ragnarok, to wróć na bloga po seansie w kinie. 🙂


Bardzo ciężko jest pisać o filmach tego typu. Odpowiedzialni za kreowanie Kinowego Uniwersum Marvela doskonale wiedzą, czego oczekują widzowie, i jak tworzyć kolejne filmu MCU. Filmy są powierzane albo bardzo dobrym i uznanym reżyserom (jak Kenneth Branagh czy bracia Russo), albo tak jak w przypadku Thor: Ragnarok nadziejom światowej reżyserki (Taika Waititi,reżyser trzeciej części przygód Thora, powiedział parę dni temu, że z chęcią podjąłby się wyreżyserowania solowego filmu o przygodach Czarnej Wdowy ze Scarlet Johansson w roli głównej, ciekawe). Wszystkie filmy mają swój charakterystyczny, humorystyczny nastrój, we wszystkich słyszymy odpowiednio dobraną muzykę, odpowiednio wykonane zdjęcia, odpowiednio skrojone dialogi – nie wybitne, ale poprawne i popularne, mierzone na sukces komercyjny. Obsadzanie ról w kolejnych filmach też należy do jednych z przyjemniejszych czynności – wiele gwiazd marzy o swojej roli w którymś z filmów Marvela, a aktorzy, którzy byli już wcześniej obsadzeni, z chęcią powtarzają swoje kreacje (nie ma co się oszukiwać – role w MCU to kopalnia złota nie tylko dla Disneya, ale też dla aktorów). Tylko w tym jednym, najnowszym filmie, do plejada gwiazd w MCU dołączyli Cate Blanchett, Jeff Goldblum, Karl Urban czy… ale o tym ostatnim trochę niżej 🙂 Najważniejszy w Thor: Ragnarok jest powrót w swoich rolach Chrisa Hemswortha i Toma Hiddlestona. Tego drugiego szczególnie 🙂null

‚Zabiorę Cię donikąd’

Loki. Niepowtarzalna gwiazda wśród czarnych charakterów Marvela. Idę o zakład, że w pierwszych planach kreatorów Uniwersum miał umrzeć/zniknąć po pierwszych Avengersach, ale kreacja Toma Hiddlestona przekroczyła oczekiwania zarówno szefów Disneya i Marvela, jak i samych widzów. Chyba nikt nie spodziewał się, że czarny charakter będzie tak bardzo lubiany. I ta ogólna fascynacja Lokim sprawiła nie tylko, że Tom Hiddlestone pojawił się już w kilku filmach Uniwersum i w kilku jeszcze pojawi, ale też zmusiło scenarzystów do zmiany psychologicznej postawy tego niegdyś czarnego charakteru. W pierwszym Thorze był zwykłym, knującym czarnym charakterem, czyhającym na życie „tych dobrych”. Im dalej w las uniwersum, tym bardziej widzimy wybielanie postaci Lokiego, które w Ragnaroku osiągnęło już swoje apogeum – lepszy już nie będzie, i być nie może, bo straci swój urok. W tym momencie można tę postać określić jako ‚anti-hero’ – nie jest superbohaterem, ale nie jest też superzłoczyńcą. Podobną kategorią wśród komiksowych postaci cieszy się między innymi Deadpool. Dokąd doprowadzi MCU zafascynowanie Lokim? Obawiam się, że donikąd. Tak jak w mitologii nordyckiej, Loki, będąc symbolem oszustwa, może być zwodniczym problemem dla twórców Uniwersum. W tym momencie nie mogą ani zrobić go superbohaterem, ani superzłoczyńcą, bo oba kierunki spowodują odpłynięcie od Lokiego części fanów. A prowadzenie postaci w koncepcji ‚anti-hero’ jest niezwykle trudne i wymaga olbrzymiego wyczucia – jest to problem, z jakim Marvel w kooperacji z Disneyem jeszcze się nie zmierzył.

I co ja robię tu?

damon

Na koniec o zaskakującym cameo. Przypominam o spoilerach! Jak nie oglądaliście, dalej nie czytajcie. W jednej z początkowych scen filmu widzimy przedstawienie teatralne, w którym odgrywana jest scena ‚śmierci’ Lokiego z filmu Thor: Mroczny Świat, z udziałem Thora, Odyna i Lokiego. Te rolę odgrywają Luke Hemsworth (brat Chrisa), Sam Neill (znany m.in. z Jurrassic Park) oraz… Matt Damon! Skąd występ tak wielkiego gwiazdora Hollywood w tak epizodycznej roli? Okazuje się, że Damon i Chris Hemsworth prywatnie są wielkimi przyjaciółmi, i uznali takie cameo za wspaniały żart. Tylko czy Damon właśnie nie zamknął sobie drogi do większej roli w uniwersum w przyszłości? Pamiętajmy, że do tej pory był on jednym z niewielu już wielkich nazwisk w Hollywood bez przynależności do jakiegoś uniwersum.


 


Moja ocena:


Tomas

Dodaj komentarz