KLAWA ROZWAŁKA

Dwayne Johnson jako Hobbs

Dwayne Johnson jako Hobbs

Szybcy i Wściekli – na to hasło wielu z nas przychodzi do głowy seria filmów skierowanych do motomaniaków, do których sam się zaliczam, traktujących o samochodach jeżdżących niemożliwie szybko i w których wszystkie postacie oraz sama fabuła są jedynie tłem dla pięknych sylwetek, wspaniałych modyfikacji oraz oszałamiającego dźwięku. Jednak, jak pokazuje to zdjęcie zamieszczone powyżej, w ostatnim filmie z serii – The Fate of the Furious – odwrócono wszystkie proporcje. Czy na korzyść? Postaram się do tego dotrzeć w poniższym tekście, ponieważ sam jeszcze nie wyrobiłem sobie odpowiedniego zdania.


UWAGA!!! W artykule poniżej zamieszczamy spoilery – jeżeli jeszcze nie oglądałeś/aś Szybkich i Wściekłych 8, to wróć na bloga po seansie w kinie.


Moją największą uwagę przed obejrzeniem każdego kolejnego filmu z serii Szybcy i Wściekli zawsze zwracały plakaty lub okładki wydań DVD. Od czwartej części zatytułowanej po prostu Fast and Furious można zauważyć, że głowy na nich umieszczane rosną, a samochody maleją. I ma to pokrycie w fabułach tych filmów – coraz mniej eksponowane są różnorodne samochody, a coraz bardziej cała otoczka oraz mocniej i mocniej naciągane efekty specjalne. Jednak w ósmej części twórcy przeszli już samych siebie. Oglądając ten film naliczyłem 7 (siedem!) aut, na których warto było zawiesić oko. Ale nie to było najgorsze, oj nie,…

… najgorsza to była rola Charlize Theron, która wciela się w postać Cipher – „tego złego” lub „tej złej”, jeśli ktoś woli. Pomijając już fakt, że motywy działania kreowanej przez nią postaci nie są do końca jasne nawet po jej dialogu z Dominic’iem Toretto, w którym teoretycznie zdradza swój plan (jakżeby inaczej), ta postać została napisana po prostu słabo. Zastanawiam się, czy reżyser nie kazał jej utrzymywać poważnej miny z nieustającym nienawistnym spojrzeniem i wypowiadać swoje kwestie najbardziej mrocznym głosem, na jaki było ją stać. A te też pokazały „kunszt” scenarzystów. Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że tak dennych i pustych tekstów, składających się najczęściej z jednego króciutkiego zdania, nie uświadczymy już nawet w tanich filmach akcji najniższej klasy. Słuchając ich można czuć wyłącznie zażenowanie, potęgowane przeświadczeniem, że Charlize Theron to dobra i solidnie pracująca aktorka. Niestety, z każdą kolejną jej kwestią utwierdzamy się w przekonaniu, że przyjęła tę rolę jedynie ze względu na tłusty czek.

Skoro jesteśmy już przy kwestiach i dialogach, to muszę przyznać, że wszystkie pozostałe, czyli te nienależące do Cipher, są rewelacyjne. Tyrise Gibson, jak zwykle, śmieszy, a przy docinkach pomiędzy Dwaynem Johnsonem a Jasonem Stathamem po prostu pokładałem się ze śmiechu – trudno mi nawet wskazać dyskusję, która spodobała mi się najbardziej. Co więcej, nawiązań do klasycznej już „rodziny” jest coraz mniej, a to wypada zaliczyć na plus.

Omówiłem już kwestię samochodów, najgorszą rolę – nie ma sensu rozpisywać się o pozostałych, ponieważ moim zdaniem wszyscy aktorzy prezentują się dokładnie tak samo, jak w poprzednich częściach – oraz dialogi. Co nam zatem pozostaje? No tak! Efekty specjalne.

Zacznę od scen walk, ponieważ te są wyborne. Najczęściej biorą w nich udział Jason Statham i Dwayne Johnson, jednak ani razu nie walczą pomiędzy sobą. W przypadku tego pierwszego pokazano nam wybitne umiejętności znakomicie wyszkolonego płatnego zabójcy. Ciosy zadawane szybko i precyzyjnie, płynne przejścia od jednej pozycji do drugiej, swego rodzaju taniec śmierci – aż przyjemnie się na to patrzy. Sceny The Rocka są zgoła inne. W nich wykorzystano masywną sylwetkę aktora i wręcz przerysowano jego siłę. Rzucić przeciwnikiem w grupkę innych i wyeliminować wszystkich na raz? Żaden problem. Wyrwać betonową ławkę z betonowej ściany i ćwiczyć nią bicepsy? Drobnostka. A jest tego więcej! Moja twarz sama układała się do uśmiechu i za każdym razem chciałem więcej. Na szczęście nie przesadzono i odpowiednio dawkowano ten element filmu.

Niestety nic dobrego nie mogę powiedzieć o komputerowych efektach specjalnych. Wyraźnie widać, że przeznaczony na nie budżet był zdecydowanie zbyt niski. Być może wpłynęło na to wynagrodzenie Charlize Theron? Nie żartuję, poważnie się nad tym zastanawiam. Same efekty prezentują się gorzej niż te zastosowane w pierwszych trzech częściach, a biorąc pod uwagę różnicę lat jest to przysłowiowe kilka kroków wstecz.

Kolejna rzecz, o której chciałbym wspomnieć to „naciągnięcia”, czyli przerysowane lub przekolorowane sceny, jak ta, w której Dominic Toretto PRZEBIJA SIĘ samochodem przez narożnik budynku, czyli kilkadziesiąt centymetrów betonu, a następnie kontynuuje szaleńczą jazdę bez najmniejszych uszkodzeń. Nawet reflektor pozostał nienaruszony. Co jeszcze? Na przykład łódź podwodna płynąca w pełnym wynurzeniu, przebijająca się przez gruby lód utrzymujący kilkanaście wielotonowych pojazdów i utrzymująca ich prędkość. Swoją drogą, skoro musieli przed nią uciec, to czemu zwyczajnie nie skręcili? To tak jak uciekać przed upadającym drzewem na wprost zamiast w bok. Jednak największą bzdurą była scena, w której Dominic Toretto w samochodzie, który wcześniej przebił budynek, jest przytrzymywany linami przez kilka innych. Rozumiem, że mając kilka tysięcy koni mechanicznych pod maską można zrobić wiele, ale przewrócić 2,5 tonowego Bentleya oraz jeszcze cięższą opancerzoną półciężarówkę? Błagam. Zdaję sobie sprawę, że jest to bajka dla dorosłych, ale mając do czynienia z takimi efektami od kilku części, można mieć naprawdę dość. Pomijam już kwestię zdalnego „hackowania” Volkswagena Passata z lat 90-tych i inne niedociągnięcia.

Nie wspomniałem jeszcze o fabule, ale raczej nie warto. W tej serii filmów zawsze była na marginesie i w tym przypadku nie jest inaczej. Ważne, że jest i daje powód do zaprezentowania samochodów, walk i efektów.

Cały film oglądało mi się przyjemnie. Wyjątkiem były momenty z Charlize Theron, ale wtedy mogłem sobie pozwolić na głośniejsze chrupanie chipsów. Naprawdę sporo się śmiałem, zamierałem podczas scen walki i ogólnie dobrze się bawiłem. Fate of the Furious nie jest filmem, który obejrzę ponownie w ciągu kilku następnych lat, ale ma swoje zalety, nie był nudny i nie kryje się z tym, jakie kino sobą reprezentuje. Zasługuje więc, aby nazwać go dobrym, czyli…


… moja ocena to:


Bartosz



POD MIKROSKOPEM:

Tytuł: Szybcy i Wściekli 8 (oryg.: The Fate of the Furious)

Reżyseria: F. Gary Gray

Scenariusz: Chris Morgan

Gatunek: akcja

W rolach głównych: Vin Diesel (Dominic Toretto), Jason Statham (Deckard Shaw), Dwayne Johnson (Luke Hobbs), Michelle Rodriguez (Letty), Tyrese Gibson (Roman Pierce), Ludacris (Tej Parker)

Kraj produkcji: Francja, Japonia, Kanada, USA, Wielka Brytania, Samoa

Rok produkcji: 2017

Czas trwania: 2 godz. 16 min.

Studia: Universal Pictures, Original Film, One Race Productions

Użyte w artykule zdjęcia stanowią oficjalne materiały promocyjne filmu The Fate of the Furious.
Źródło: Universal Pictures, Original Film, One Race Productions.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *