BAŁWAN

Filmy dla kinomaniaka w dużym uproszczeniu dzielą się na dwie kategorie: te, na które czeka i zaskoczyły go pozytywnie, oraz te, na które czeka, a na których się zawiódł. W moim wypadku ostatnio ta druga kategoria brzmi – „te, na które czekam, ale gra w nich Fassbender”.


Steve Jobs, Makbet, Światło Między Oceanami, X-Men: Apocalypse, Assassin’s Creed, Obcy: Przymierze, Pierwszy Śnieg. Co łączy te wszystkie filmy? Wszystkie miały premierę między 2015 a 2017 rokiem. Wszystkie nie spełniły oczekiwań finansowych producentów. Wszystkie były krytykowane. We wszystkich główne role grał Michael Fassbender. I jeszcze coś – na wszystkie czekałem i wszystkie oglądałem premierowo w kinach. I ja też się na wszystkich zawiodłem. Patrząc pojedynczo na każdy z tych filmów, teoretycznie nigdy problemem nie jest Fassbender – no bo Steve Jobs powstał za szybko po Jobsie z Ashtonem Kutcherem; no bo główna rola damska nie pasuje do filmu (Marion Cotillard – osobiście ją uwielbiam, za Incepcję, za Sprzymierzonych, za Niczego Nie Żałuję – niestety zupełnie nie pasuje do Fassbendera, nie ma między nimi nawet odrobiny chemii, co zniszczyło zarówno Makbeta, jak i Assassin’s Creed);

fassbender_cotillard
Między Nami nic nie było (…) Nic nas z sobą nie łączyło (…).

no bo Fassbender nie jest winny temu, że podpisał kontrakt na serię filmów, a akurat kręcone części wyszły bardzo mizernie (X-Men Obcy); no bo reżyser miał strasznie nudną wizję filmu i można zasnąć między jakąkolwiek akcją (Światło Między OceanamiPierwszy Śnieg). Michael Fassbender nigdy nie jest winny porażki filmu. Po prostu ma pecha do wyboru scenariuszy. Albo, jak zaczyna się już powoli mówić, on tego pecha produkcjom przynosi.

I to właśnie jest ten tytułowy Bałwan. Nie tylko dosłowne tłumaczenie ostatniego filmu Fassbendera (The Snowman), ale i sam Fassbender. Moim zdaniem ma on po prostu pecha przy wyborach ról. A kilka takich filmów pod rząd (przedzielonych rewelacyjnym moim zdaniem Slow West, ale był to projekt niszowy, nie nastawiony na podbój kin) sprawiło, że jest teraz swoistym bałwanem, chłopcem do bicia, na którego niezasłużenie zrzuca się winę za porażki. A Fassbender naprawdę w każdym z tych filmów robił, co mógł, aby go uratować i naprawdę w każdej z tych produkcji był jej najjaśniejszą stroną. Sam aktor też nie może narzekać na ten okres w swojej karierze, ale z całkiem innych powodów. Na planie Światła Między Oceanami poznał Alicie Vikander, z którą są razem od trzech lat, a hollywoodzkie tabloidy zapowiadają rychły ślub tej pary.

Na chwilę wróćmy jednak do Pierwszego Śniegu. Film, który bardzo mnie zaciekawił swoim zwiastunem, i choć nie jestem fanem skandynawskich kryminałów, na tę produkcję z chęcią poszedłem. Nie ukrywam, że zachęciła mnie też obsada – Fassbender, Kilmer i Simmons. I na tym koniec pochwał. Jak już napisałem powyżej – film strasznie się dłuży. Może nie aż tak jak Światło Między Oceanami (Każdy dialog poprzedzony ujęciem oceanu. Każdy monolog poprzedzony ujęciem oceanu. Każde ujęcie oceanu poprzedzone innym ujęciem oceanu.), ale mnóstwo scen było niepotrzebnych lub były niepotrzebnie przedłużane. Film nie ma odpowiedniego tempa i dynamiki, co dobrze widać podczas scen wokół drugiego pokazanego na ekranie morderstwa. Jeżeli ktoś z Was oglądał lub będzie oglądał, to zwróćcie uwagę na to, ile czasu przy każdej zmianie scenerii jest poświęcane na zdjęcia plenerów, zanim postaci wypowiedzą swoje kwestie. Przez to stracono dynamikę – film mógłby być tylko dzięki obcięciu tych przydługich fragmentów jakieś 20 minut krótszy, ale jednocześnie o wiele żywszy i trzymający w napięciu. Być może autorzy chcieli pokazać piękno Skandynawii, ale ile można patrzeć na śnieg (albo na oceaniczną wodę…). Znany każdemu już z podstawówki schemat podziału pracy na wstęp, rozwinięcie i zakończenie też jest tu zachwiany – procentowo wstęp zajmuje jakieś 40% filmu, tyle co rozwinięcie, zostawiając zaledwie 20% na zakończenie. Te czynniki powodują, że film strasznie się dłuży i jest niezwykle wręcz nudny, mimo bardzo ciekawego tematu.

Ostatnim już błędem, który chcę tu wytknąć, jest obecność Vala Kilmera w obsadzie. I nie chodzi o to, że źle zagrał, bo według mnie wczuł się w rolę perfekcyjnie. Błędem jest obsadzanie w rolach charakterystycznych osób kompletnie nie pasujących fizycznie, a następnie na siłę ich charakteryzowanie, żeby pasowali do postaci. Identyczny błąd popełniono w Prometeuszu, gdy starca zagrał Guy Pearce. I nie chodzi mi tu o wielkie role, do których aktorzy się zmieniają, tak jak Christian Bale czy Gary Oldman, ale o krótkie epizody, które spokojnie mogłyby być odegrane przez grono bardziej pasujących fizycznie aktorów.

Na koniec pozostaje mi tylko życzyć Michaelowi Fassbenderowi sukcesów zarówno w życiu prywatnym, jak i w doborze ról. Wtedy kinomaniacy tacy jak ja rzadziej będą wychodzili z kina niezadowoleni.


Moja ocena : 4 / 10

Tomas

1 thought on “BAŁWAN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *